RSS
 

Starość nie radość (4)

21 paź
0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Odnalazłam ją! Kurde balans! Spotkałyśmy się ponownie po piętnastu latach. Ona, poza zwiększoną masą ciała, prawie się nie zmieniła, ja podobnie (przynajmniej taką mam nadzieję). Dorcia zawsze była wesoła i do bólu szczera, ale nie dane mi było przypomnieć sobie dawnych czasów, bo popełniłam błąd z rzędu kardynalnych i zabrałam ze sobą mamę. Właściwie to nie mogłabym jej nie zabrać, zna Dorcię i jej rodzinę od dziecka, Dorcia uwielbiała moją mamę, zwierzała się jej ze swoich tajemnic, więc gdy oznajmiłam własnej rodzicielce, że nawiązałam ponowny kontakt, mama oświadczyła, że jedzie ze mną i w całym rynsztunku stała przy aucie, żebym jej czasami nie zwiała. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że mama jest megagadułą i nie dopuszcza nikogo do głosu. Tak więc nie miałam żadnych szans na to, żeby sobie z Dorcią normalnie pogadać, powspominać, żeby się zwierzyć z tego czy owego. Ba! Nie miałam też szansy na to, żeby się w ogóle odezwać, bo gdy Dorcia pytała mnie o to czy owo, odpowiadała za mnie mama!
– Spotykasz się z kimś? – zdołałam zapytać, przerywając tokowanie matki.
– Tak, z nauczycielem – odparła Dorcia. – To jest gość wykształcony, na poziomie. I ja ci powiem, że ten poziom mi nie przeszkadza. Dogaduję się z nim normalnie.
– A ty, Anka, dorwałaś wreszcie jakiego chłopa? – Dorcia oddała mi pytaniem. Nim otworzyłam otwór gębowy, by wydać głos, wyręczyła mnie matka.
– Ma, ma! – krzyknęła. – Fajny facet, o osiem lat starszy. Wykształcony, oficer, na emeryturze, nie byle kto – dodała z satysfakcją.
– Jego poziom też mi nie przeszkadza – zażartowałam, łypiąc na matkę wrogo okiem i mrużąc je znacząco, żeby się uspokoiła i przestała wtrącać, ale udała, że niczego nie widzi.
– Kurde, nieźle, nieźle. – Dorcia pokiwała głową z uznaniem. – Długo się znacie?
– O, już dziewięć lat – wyręczyła mnie matka bez skrępowania.
– Ja tu jestem, siedzę obok, sama mogę odpowiedzieć – rzuciłam w jej stronę, bo już mnie to zaczęło wnerwiać.
– Dobra, dobra. – Mama machnęła z lekceważeniem ręką. Co ty, Anulko, taka nerwowa jesteś?
– Ale jaki on jest? Hojny? Bo facet musi być hojny – zaznaczyła z mocą Dorcia.
– A pewnie, że hojny! – odpowiedziała mama. – Ciągle jej coś kupuje, ile pierścionków, ile kolczyków, ile bransoletek! Ho, ho! Dorcia, ona sklep mogłaby otworzyć, mówię ci. – Oczy Dorci rozszerzyły się z zachwytu.
– Mamo… – chciałam uspokoić nieco matkę, ale tym razem przeszkodziła mi sama Dorcia.
– Kurde, to masz szczęście! Bo ten mój, Tadeusz, to hojny nie jest. Węża ma w kieszeni. Do kawiarni zaprosi, nie powiem. Za obiad zapłaci. Ale żeby był hojny? A gdzie tam! Chytry taki, że aż żal. Ani wyjechać nigdzie, ani na żadne wczasy, ani na żadne wycieczki zagraniczne mnie nie zaprosił. Ale ja to mu mówię bez ogródek żadnych, żeby mi pieniądze dał, bo potrzebuję na to i na tamto, a on do mnie, że on za pieniądze z kobietą się prowadzał nie będzie. Taki cymbał. A ja przecież dbam o siebie, paznokcie, fryzjer, kosmetyczka, sama wiesz, ile to kosztuje. On to widzi, podoba mu się, że ja taka zadbana, ale żeby mi coś dorzucić? A gdzie tam! A ty gdzie już byłaś? – spytała, patrząc na mnie z ciekawością.
– Ja? No, nigdzie jeszcze. To znaczy, raz w roku nad morze jadę – odparłam zgodnie z prawdą, patrząc na matkę, którą w tym momencie zatkało i siedziała cicho, rozglądając się wokół, jakby na wystawie była i oglądała dzieła sztuki. Po chwili jednak włączyła się do dyskusji.
– Ale Anka to jeździć nigdzie nie lubi, nawet gdyby ją zaprosił, to ona by nie jechała. Facet inteligentny, to i wie, że ona jeździć z nim nie chce, to i nie proponuje. – Pospieszyła mi na ratunek. Przewróciłam oczami kilka razy, ale żadna z nich nie zwróciła na mnie uwagi.
– Dlaczego nie? – zaprzeczyłam szybciutko, chcąc złośliwie pokrzyżować plany matki. – Bardzo chętnie bym pojechała, ale mnie nigdzie nie zaprasza.
– Tak? – ucieszyła się Dorcia. – To tak samo jak mnie. I dlatego u mnie to już jest końcówka tej znajomości – perorowała. – Mnie tam chłop nie jest potrzebny, ja już jednego męża miałam, wystarczy. Gdyby jeszcze ten Tadeusz hojny był, to tak. Ale po co mi taki chłop? Teraz do Niemiec jeżdżę, zarabiam dobrze, o łaskę nikogo prosić nie muszę. Sama sobie za wycieczki płacę, z koleżankami jeżdżę, to po co mi ten cały Tadeusz?
– A ten Tadeusz zna twoją rodzinę, Dorotko? – zaciekawiła się mama, a ja już wiedziałam, o co jej chodzi.
– No pewnie, a jak inaczej? – zdziwiła się Dorcia. – Zna, ale mama moja go nie lubi, no bo ja jej mówię, że on węża ma w kieszeni. Nie będę oszukiwać.
Posiedziałyśmy jeszcze trochę, posłuchałyśmy narzekań Dorci na skąpstwo Tadeusza, a potem stwierdziłam, że trzeba jechać. Zaprosiłam Dorcię do siebie, to znaczy do nas, bo oczywiście mama od razu stwierdziła, że Dorcia musi przyjechać do naszego domu, a nie do mojego mieszkania i poszłyśmy. Właściwie to powinnam zrobić jakąś małą awanturę, powiedzieć, co myślę o niedopuszczaniu mnie do głosu, ale w końcu stwierdziłam, że przemilczę, przetrwam, a jeśli jeszcze kiedyś będę chciała spotkać się z Dorcią, pojadę już do niej sama.

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Ja wobec świata

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~miramakota

    17 listopada 2016 o 19:27

    Będzie ciąg dalszy?

     
 

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×